Boży szaleńcy...
Wszystkim dobrze wiadomo, że zarówno polscy, jak i światowi romantycy byli bardzo często ludźmi oszalałymi; przeważnie na tle nieodwzajemnionej miłości. Wielekroć kończyli źle – samobójstwem. W pewnym sensie szaleńcem jest Sławek Krempa, ponieważ jest to człowiek, który bezgranicznie kocha. Nie grozi mu jednak targnięcie się na własne życie, ponieważ jego miłość jest w całej pełni odwzajemniona. Sławek szaleńczo kocha swoją dawną „budę”, swojego „Smolenia”, który od ponad siedemdziesięciu lat króluje w samym sercu Bytomia, niosąc wszystkim mieszkańcom miasta potężny kaganek oświaty, szerząc rzetelną wiedzę i upowszechniając kulturę. Z ogniem w oczach Sławek mówi o patronie szkoły, kolejnych dyrekcjach, nauczycielach oraz absolwentach różnych generacji. Cieszy się z wielkich osiągnięć życiowych swoich rówieśników; zwłaszcza tych, z którymi wielekroć przyszło się nie tak dawno „szarpać” i niefrasobliwie mocować podczas przerw lekcyjnych. Taka przyjaźń, taka miłość jest jeszcze więcej warta, niźli gwiaździsty „dyjament”…
Ale…! Ale ten romantyczny Sławek jest także zupełnie trzeźwym, trzeźwiutkim pozytywistą. Doskonale sobie zdaje z tego sprawę, że wszelkie takie płatki wzniosłych uczuć mogą rozlecieć się na kształt ulotnej mgiełki przedwieczornej, postanowił więc to wszystko utrwalić. Wraz z przyjaciółmi, przy wsparciu przełożonych, wydał znakomitą książkę wspomnieniową pod znaczącym, wyzywającym tytułem: „My. Opowieści Smoleniaków”. Jest to rzecz godna wszelkich pochwał i wielkiego uznana. Zawiera przebogate materiały o wartościach dokumentacyjno-historycznych. Ma tedy walory poznawcze. Jest tu też wiele ciepłych słów wspomnieniowych idących z serc absolwentów, którzy z tego liceum wynieśli duchowe wyposażenie na całe życie. Wiele tekstów dowcipnych. Przebogata ikonografia ozdabia ten wspaniały tom humorem idącym z samego serca miłości i młodości.
Prof. dr hab. Włodzimierz Wójcik
Książka My. Opowieści Smoleniaków pozostaje do nabycia w szkolnej kawiarence.